Spotkanie na molo

Anka miała za sobą długą podróż, kilkanaście godzin wcześniej negocjowała poważny kontrakt dla swojej agencji we Frankfurcie. Wykończona wróciła do Polski, rzuciła się w ubraniu na łóżko, odpływając w objęcia Morfeusza przypomniała sobie, że wieczorem musi się stawić na urodzinach u przyjaciółki, która nie wybacza.

Z Wrocławia na Mazury dotarła po 20, kompletnie wykończona marząc jedynie o wygodnym łóżku i nieprzerwanym, najlepiej kilkunastogodzinnym śnie. Z Martą znały się od liceum. Mimo, że rzadko się spotykały łączyła je szczególna więź i sympatia. Obie przyjechały do Wrocławia studiować zarządzanie i marketing. Potem Anka została we Wrocławiu zahaczając się w agencji reklamowej, a Marta postanowiła podbić warszawski rynek nieruchomości zostając jedną z bardziej cenionych specjalistów w branży.

Impreza była w wynajętym domku nad jeziorem. Ta miejscówka musiała należeć do jakieś szychy od nieruchomości, bo ciężko było znaleźć drogę przez otaczający las, a sądząc po lokalizacji działka musiała kosztować krocie. Pokonawszy leśne przeszkody, oczom Anki ukazał się przepiękny, nowoczesny biały dom postawiony na gigantycznej działce, plaża niby prywatna, łączyła się z główną promenadą. Starannie i niebanalnie zaprojektowany zielony obszar wokół domu wskazywał na dzieło prawdziwego maestro ogrodowej architektury. Anka umiała docenić prawdziwy talent, choć sama nie miała ręki do kwiatów i nawet kaktusa potrafiła wykończyć w kilka miesięcy.

Wysiadła z auta z ulgą, nogi miała jak z waty. Weszła do środka, rozglądając się niepewnie.

-„No jesteś w końcu” – usłyszała za plecami znajomy głos. Obróciła się i zobaczyła uśmiechniętą Martę z kieliszkiem w dłoni. – „Daj buzi, stęskniłam się bardzo” – Marta wyrwała się do czułości. – „Musisz zostać kilka dni to nadrobimy wszystkie plotki, ale teraz zabawa”.

– „Jasne, przyda mi się krótki urlop, chętnie poleniuchuję w takim otoczeniu. Wszystkiego najlepszego, to Twój prezent” – Anka wręczyła jej kopertę.

– „No chyba to nie kasa, tylko coś bardziej spersonalizowanego?” – zażartowała Marta wiedząc, że Anka uwielbia dawać dedykowane prezenty. Zaglądnęła do środka – „Ja pierniczę, słuchajcie ta wariatka zarezerwowała mi kurs nurkowania w Egipcie” – ryknęła na cały dom Marta. – „Wielkie dzięki, nie spodziewałam się tak drogiej zabawki! Mam nadzieję, że uda mi się Ciebie tam zaciągnąć, oby instruktor był przystojny. Anka bierz kieliszek i pokręć się wśród ludzi, nawiąż nowe kontakty, przyda Ci się. Ja muszę załatwić kilka biznesów, ale spikniemy się”.

Anka podeszła do baru, za którym stał przystojny barman. – „Co dla Ciebie?” zapytał.

– „Cuba libre poproszę, z dużą ilością lodu”.

– „Już się robi, jakbyś miała ochotę na więcej jestem w pobliżu…” – zagadał dwuznacznie podając szklankę i puszczając oko.

Anka uśmiechnęła się, wzięła drinka i wykorzystała okazję, aby przysiąść na fotelu w rogu salonu. Przyglądała się gościom, uwielbiała analizować po ubiorze i sposobie zachowania ich pewność siebie. Perfekcyjnie potrafiła ocenić kto wyrwał się z tzw. nizin społecznych i komu los na tyle sprzyjał, że udało się w stolicy dorobić i zamazać przeszłość zmieniając wódkę na prosecco.

„Anka nie śpij” – głos Marty był jak pobudka z alarmem w poniedziałkowy poranek. Że też musiała przechodzić akurat kiedy Anka ucięła sobie drzemkę. „Kochana, idź zatańcz, niedługo do Ciebie dołączę tylko jeszcze kilka rozmów muszę załatwić zanim mi się całkiem upiją”. – rzuciła Marta i zniknęła w tłumie.

Towarzystwo snobów szybko zaczęło Ankę nudzić. Miała dość przechwałek kto zrobił na czym większy deal i ile zgarnął hajsu. Postanowiła wykorzystać okazję, że nie musiała chwilowo z nikim silić się na sztuczne podtrzymywanie rozmowy i wyszła złapać kilka głębszych oddechów na molo. To był jeden z ostatnich ciepłych wieczorów wieńczących koniec lata. Zdjęła buty i zanurzyła stopy w nagrzanej wodzie, a ciepły wiatr muskał jej nagie ramiona. – „Mmm, cudownie…” – mruknęła jak kot. Odpłynęła totalnie myśląc o wydarzeniach sprzed kilku dni, negocjacje dla agencji były niezwykle wyczerpujące i dopiero teraz wracała do normalności.

– „Mogę się przysiąść?” niski głos wyrwał ją z przemyśleń. Obróciła się i zobaczyła bruneta z przyjęcia, był około pięćdziesiątki i trzymał butelkę szampana. Anka przypomniała sobie, że wymienili kilka spojrzeń w środku, ale bez elektryzujących emocji.

– „Proszę, miejsca jest dość” – rzuciła niedbale licząc, że gość się odczepi, nie miała ochoty na konwersacje.

– „Napijesz się?” – brunet podał jej bezceremonialnie butelkę.

– „Szampana tak z gwinta?” – wzdrygnęła się.

– „Jeśli potrzebujesz kryształowego kieliszka zaraz coś wykombinuję, Marek jestem”.

– „Anka, w sumie raz mogę złamać zasady” po czym wzięła głęboki łyk z butelki. „Mmm dobry, francuski chyba”.

– „No widzisz jest tak dobry, że wchodzi nawet bez oprawy. Masz ochotę popływać?” – zapytał.

– „Teraz?” zaskoczona propozycją Anka aż się wyprostowała.

– „No a kiedy? Ja jutro wyjeżdżam, muszę w południe być w Warszawie. To jak?”

– „Ale ja nie mam stroju” – Anka miotając się wymamrotała coś w pośpiechu, serce waliło jej jak oszalałe.

– „Ja też nie, ale raz się żyje, obiecuję, że nie będę patrzył” – Marek zaczął się rozbierać, po chwili stał obok niej zupełnie nagi. Anka mimo, że starała się nie patrzeć, mimochodem w końcu jej wzrok utkwił w miejscu, którego była ciekawa najbardziej. Kutas Marka był naprawdę imponujący, w ogóle jak na swój wiek Marek bardzo dobrze się prezentował, zero brzucha, ładnie rozbudowana, wydepilowana klatka. Poczuła znajome pulsowanie w podbrzuszu.

Marek niczym się nie przejmując wskoczył od razu do wody i przepłynął kilka metrów:

-” To jak wchodzisz?” – zapytał.

Ance szumiało w głowie, już nie wiedziała czy to bąble czy zmęczenie, ku swojemu zaskoczeniu ściągnęła sukienkę, bieliznę i wskoczyła w toń. To było niesamowite uczucie, nigdy nie miała okazji pływać nago w miejscu publicznym. Była bardzo podniecona, nawet nie zauważyła kiedy Marek podpłynął do niej wziął ją w ramiona i zaczął namiętnie całować. Dopadł do jej szyi, którą ssał z intensywnością głodnego wampira. Ból mieszał się z podnieceniem, ale nie przerywała.

Oddawała mu się całkowicie, pragnąc, aby jak najszybciej wypełnił ją od środka. Wszedł w nią zdecydowanie, pieścił jej piersi, na przemian liżąc i gryząc sutki jednocześnie coraz szybciej poruszając biodrami. Jęczała z rozkoszy, przez myśl jej przeszło, a co jeśli ktoś ich zobaczy? Jednak uniesienie i rozkosz szybko przyćmiły obawy, pragnęła tylko spełnienia. Zaczęła coraz mocniej oddychać, Marek wziął ją na ręce, jej nogi oplotły jego biodra, wchodził jeszcze głębiej. Po chwili posadził ją na krawędzi molo. Rozsunął nogi i zaczął pieścić ustami jej wilgotną i nabrzmiałą cipkę. Anka jęczała z rozkoszy, błagała go, aby znów wszedł w nią. Marek wyszedł z wody, usiadł na molo i z impetem nasadził Ankę na rozgrzanego penisa, zdążyła tylko jęknąć. Serce waliło jej jak oszalałe, poczuła jak zbliża się upragniony orgazm chciała zatrzymać tą chwilę jak najdłużej, ale jednocześnie marzyła o finale. Nagle z jej ust wydobył się wymowny krzyk. Jeszcze przez kilka chwil jej ciałem targały potężne drgawki, jęki Marka i ostatnie pchnięcie wskazywały na obustronny sukces. Zmęczeni padli na deski pomostu, nadzy leżeli kilka minut, po czym Marek ubrał się, pocałował ją na koniec i poszedł. Anka leżała jeszcze kilka minut myśląc o tym co się stało. Już dawno nie miała takiego pieprzenia i to w dodatku z nieznajomym. Uśmiechnięta ubrała się i wróciła do środka. Bezskutecznie próbowała znaleźć Marka w tłumie. Impreza trwała aż do świtu, Anka zmęczona wrażeniami poszła do swojego pokoju i padła nieprzytomna na łóżko.

Nazajutrz biorąc prysznic spojrzała w lustro, ślad na szyi, wspomnienie wczorajszego szalonego wieczoru, zostanie z nią przez następnych kilka dni. Uśmiechnęła się na myśl o tej przygodzie. Schodząc na dół zobaczyła Martę krzątającą się w kuchni, śniadanie już czekało na stole. Marta była w doskonałym humorze, impreza udana, a dodatkowo udało jej się zaliczyć wpływowego biznesmena, co nie tylko przełoży się na zadowolenie w sprawach prywatnych, ale i pomoże w kwestiach zawodowych.

Anka zapytała Martę o Marka, opisując go, chciała się coś więcej o nim dowiedzieć. Marta zdziwiona, odparła, że nie kojarzy nikogo takiego, a na przyjęciu byli tylko jej znajomi. Zjadły śniadanie na tarasie wygrzewając się w słońcu. Nagle Anka usłyszała dźwięk telefonu i poszła na górę, schodząc zatrzymała się przy galerii zdjęć wiszącej przy schodach. Na jednym z nich zobaczyła Marka z kobietą. Wzięła zdjęcie i pokazała Marcie z pytaniem w oczach. Marta odparła: – „No tak stara historia, poprzedni właściciele mieli wypadek na łódce w tej okolicy, niestety facet utonął w jeziorze kilka lat temu…”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.