Seks w wielkim mieście czyli podróż w czasie

Lata 90-te są kojarzone w Polsce jako czas przemian. Ten „zachód” bardzo nami zawładnął i zauroczył. Zmiany wpłynęły także w obszar obyczajowości, a konkretnie sfery seksu. Przyczynił się do tego amerykański serial „Seks w wielkim mieście”. Pierwszy raz polscy widzowie mieli okazję oglądać tak „odważną” manifestację kobiecości.

Cztery punkty widzenia

Śledziliśmy losy czterech mieszkanek w średnim wieku w metropolii Nowego Jorku. Kobiety niezależne, odważne dzielnie stawiały czoło kolejnym wyzwaniom i rozczarowaniom. Każda z nich miała inne spojrzenie na świat, inne cele. Dwie marzyły o pięknej, romantycznej miłości, inna traktowała seks jak jednorazową przygodę, a z kolei ostatnia dość cynicznie patrzyła na związki.

Swobodne rozmowy przy kawie

Miały odwagę rozmawiać o swoich przemyśleniach w sferze intymnej z przyjaciółkami. Dzięki temu mogły porównać swoje doświadczenia i upewnić się czy myślą prawidłowo. Nie godziły się na bylejakość i szybko choć z bólem wychodziły z toksycznych relacji. W ich przyjaźni nie było miejsca na wstyd, poruszały najbardziej krępujące tematy, z którymi być może także widz się identyfikował.

Pierwszy raz pokazana została relacja przyjaźni z gejem, związki biseksualne, problemy w pozornie idealnym małżeństwie czy wątek lesbijski. Twórcy zwrócili także uwagę na aspekt psychologiczny, co motywuje ludzi do wiązania się z drugą osobą. Lęk przed samotnością, bo wszyscy tak robią, bo czas ucieka i „trzeba” założyć rodzinę, bo jest to miarą sukcesu.

Powrót do przeszłości

Kiedy oglądałam ten serial w latach 90-tych bardzo mi się podobał, przede wszystkim za otwartość i chęć do eksperymentów głównych bohaterek. Przez 6 sezonów każda miała wielu partnerów i sporadycznych przygód.

Dwa lata temu oglądnęłam go na nowo i stwierdziłam, że po 20 latach już patrzę na niego inaczej. Moim zdaniem dziewczyny zachowują się jak w liceum. Ich rozmowy są infantylne i w zasadzie kręcą tylko wokół relacji damsko-męskich. Rzadko kiedy poruszają inne tematy. Do tego Carrie, która już wcześniej mnie irytowała także mentalnie zachowuje się jak rozhisteryzowana nastolatka. Mając fajnego faceta jakim był Aidan dalej ugania się za Bigiem, który olewa ją przez wszystkie sezony.

Myślę, że to wręcz masochistycznie przywiązanie Carrie do niego może wynikać z dzieciństwa i relacji z ojcem. Ona traktuje go właśnie w ten sposób i vice versa. Sama nie wie czego chce. On przynajmniej dawał jej od razu do zrozumienia co może jej dać a czego nie.

No, ale zostawmy Carrie już w spokoju. Teraz w „I tak po prostu” jest stateczną panią, a właściwie wdową i może jej kolejne „podboje” będą bardziej trafione. O serialu można mówić dużo, ale nie zmienia faktu, że przyczynił się do rozwoju sfery seksualnej a także wpłynął na wyzwolenie kobiet w tej kwestii. Polecam obejrzeć na zluzowanie głowy. Druga część serialu mnie akurat nie porywa, ale każdy ma inny gust.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.